znak IX Noc Krawculi



Data:
2009-06-19/20
Dystans:
29 km
Trasa:
Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu - Trzy Kopce - Rysianka - Hala Redykalna - Ujsoły - Glinka - Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu.
Uczestnicy:
Balcarek Magdalena, Barański Wojciech, Bator Witold, Borowicz Aleksandra, Draus Krzysztof, Dziasek Dominik, Górny Jakub, Gram Dawid, Jura Dorota, Kałamała Wojciech, Kałamała Agnieszka, Kasperek Marcin, Kaszuba Krzysztof, Kochman Krzysztof, Koczwara Mirosław, Koniorczyk Marek, Kowalczyk Marek, Maciejowski Damian, Maciejowski Maciej, Nowak Tomasz, Nowak Kamil, Nowakowski Dawid, Obuchowski Bartłomiej, Rochowiak Szymon, Ryszka Piotr, Siegel Agata, Sobczyk Sławek, Stawicka Agata, Szczepaniak Grzegorz, Szczepaniak Ireneusz, Szczęsny Marek, Uber Mirosław, Wawro Ewa, Wilk Agata, Zieliński Tomasz, Żak Bartłomiej, Żak Dominika.

Relacja:

Chciałoby się powiedzieć, że kolejna "Noc Krawculi" dla wielu uczestników czy organizatorów, to już czysta formalność. Zapisanie, potwierdzenie uczestnictwa, początek, wędrówka, zakończenie, dom. Naprawdę bardzo chciałbym w ten sposób uprościć IX edycję, nawet "kosztem" napisania pełnej relacji. Rzeczywistość jednak wyglądała nieco inaczej.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Jak same przygotowania przebiegały bardzo sprawnie, tak przez ostatnie dni przed rozpoczęciem zaczęło się dziać niedobrze. Namnożyło się takich drobiazgów, które skutecznie spędzały nam sen z oczu. Problemy z urlopami, dolegliwości zdrowotne, egzaminy, pogoda… i wiele, wiele innych. Mimo tego przyznaję, że już dawno nie byłem tak pozytywnie nastawiony do tej edycji, właśnie na przekór tym wszystkim przeciwnościom. Liczyłem też, że tą siłą uda mi się przegonić front, który nieubłaganie, z dnia na dzień, wzmacniał się, z kulminacją w nocy z piątku na sobotę, czyli idealnie w czasie trwania "IX Nocy Krawculi". Dodam, że już mieliśmy przypadki, gdzie właśnie tylko podczas trwania "Nocy Krawculi", niebo płakało, raz wylewniej, rzęsiście czy po prostu jak z wiadra ;).

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Po "IX Nocy Krawculi" postanowiliśmy z Grzegorzem dopisać kolejny paragraf do regulaminu. Otóż rozpoczęcie imprezy będzie miało miejsce tylko w przypadku korzystnych warunków atmosferycznych. Od razu uprzedzę co bardziej dociekliwych, że nie naszym (organizatorów) celem jest wędrowanie bez przyjemności, nazwijmy to umownie, estetycznych. Od samego początku organizacji "Nocy Krawculi" chcemy uczestnikom pokazać, ile przyjemności i odmienności czerpie się z nocnego wędrowania po górach. Ile, wbrew pozorom ciekawych rzeczy można zauważyć, zaobserwować czy też po prostu poczuć tą specyfikę. Stąd też, mając głównie na uwadze dobro i satysfakcję uczestników, ów paragraf znajdzie się już w regulaminie począwszy od następnej, jesiennej "Nocy Krawculi", gdzie zostanie wyjaśnione praktyczne jego wykorzystanie.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Wróćmy jednak do "IX Nocy Krawculi". Wydawać by się mogło, że limit tras do przejścia został już dawno wyczerpany. Niemniej organizatorom udało się po raz kolejny wymyślić dość interesującą, i, czego jeszcze nie było, połączyć miejsce startu z miejscem zakończenia wędrówki. Nie wiedzieć czemu, wg mnie, najciekawsze pomysłu przychodzą dopiero po wielu doświadczeniach ;). Bynajmniej nie umniejszam tu poprzednich edycji, które w większości były iście znakomite :).

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Z ponad sześćdziesięciu osób, które dokonało zgłoszenia, tylko 36 stawiło się w bacówce na Krawcowym Wierchu (z kronikarskiego obowiązku nadmienię, że 7 osób dołączyło do głównej grupy nieco później, co spowodowane było zakorkowaniem kilku górskich miejscowości). Prognozy pogody nie dało się ukryć, toteż dość zrozumiałym było wstrzymanie się kilku osób od uczestnictwa w "IX Nocy Krawculi".

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Nota bene organizatorzy założyli się, ile stawi się osób. Grzegorz obstawiał, że nie będzie nas mniej niż 30 osób. Ja tam zawsze wierzę w ludzi i ich możliwości, i obstawiałem liczbę wyższą. Kto wygrał, zostało wcześniej nadmienione w statystyce :). Aaaa, nagrodą było złoty napój (wypity rzecz jasna za zdrowie uczestników :) ).

Nie przedłużając nadto formalności porządkowych, po sprawnej weryfikacji ilości uczestników, kilku słowach wstępu, paru zdjęciach, o godz. 18 wyruszyliśmy w trasę "IX Nocy Krawculi". Pełni nadziei, że może prognoza się myli, nadziei na szczęśliwe dotarcie do bacówki po 18-tu godzinach marszu, nadziei na kolejne spełnienie marzenia o przejściu całej trasy.

Początek szlaku wiódł w kierunku Trzech Kopców. Poza błotem, kilkoma przewróconymi drzewami, całkiem sprawnie i szybko pokonaliśmy ten ponad dwu godzinny szlak. Wielkim urozmaiceniem, doskonale nam widocznym dzięki wycinkom drzew, były wspaniałe mgły unoszące się po zboczach Beskidu Żywieckiego. Widowisko doprawdy godne najwyższego uznania!

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Zorientowawszy się na Trzech Kopcach, że obecni uczestnicy "Nocy Krawculi" dzielnie sobie radzą w zastanych warunkach na szlaku, po kilkuminutowym odpoczynku, ruszyliśmy na Rysiankę. W międzyczasie z nieba nieco deszczem postraszyło, lecz do schroniska doszliśmy przy jeszcze sprzyjającej aurze. Na miejscu pierwszego, i jak się potem okazało ostatniego, ciepłego miejsca odpoczynku, uzupełniliśmy wszelkie braki w organizmie, i po szybko spędzonych 40 minutach, ruszyliśmy w dalszą drogę.

Niestety tuż po wyjściu ze schroniska, zaczęło padać. Nie wiem jak to napisać, ale może wprost kilka słów zawrze fakt, że deszcz ustał dopiero w niedzielny ranek. Także o jakichkolwiek przejaśnieniach, widokach czy gwiazdach w dalszej części relacji raczej już nie przeczytacie.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Przy braku nocnych widoków na rozświetlone miasta, gwiazd na głowami, dość szybko podążaliśmy w kierunku Hali Redykalnej. Na polanie ponownie krótki odpoczynek, i kontynuowanie dalszego zejścia do Ujsół. Najpierw żółtym szlakiem, by na Zapolance/Kręcichwostach definitywnie czarnym zejść do wsi. Padający deszcz dał już nam się na tyle we znaki, że część uczestników już nie potrzebowała żadnych wodoodpornych ubrań, bo te i tak przemokłyby od razu. I to nie dość, że z góry się lało, to smaku dodawała mokra, wysoka trawa.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Do Ujsół zeszliśmy pół godziny przed planowanym czasem. No cóż - zawsze to więcej czasu na odpoczynek. Schronienia użyczył nam przystanek autobusowy. Nie omieszkaliśmy też natknąć się na miejscową młodzież, która to w stanie wskazującym na spożycie, próbowała "dyskutować" (ale kulturalnie - na tyle na ile byli w stanie ;) ), nt. sposobu spędzania czasu w górach, co chwila używając zwrotu: "my chcemy jeździć a wy chcecie chodzić po górach" oraz sugerując nam najkrótsze dojście do bacówki na Krawcowym Wierchu ("kaj Krawcula, a kaj Rycerzowa"). Troszkę śmiechu było, troszkę nieprzyjemności, niemniej nic nam się z ich strony złego nie stało, szczególnie, że w niedługim czasie zaczęli się przejmować swoimi problemami, dotyczącymi wzajemnych relacji. "Dyskusja" jednak zaczęła schodzić (dosłownie!) do parteru, toteż niekoniecznie chcieliśmy dłużej przebywać w ich towarzystwie.

W Ujsołach, zważając na warunki pogodowe, postanowiliśmy z Grzegorzem podzielić grupę. Większość uczestników czym prędzej chciała już dostać się do bacówki na Krawcowym Wierchu. Nie tyle zmęczenie czy znużenie, ale pogoda odebrała nam chęci do dalszej wędrówki, tj. przejścia całej trasy, bo pomimo jej skrócenia, i tak trzeba było przejść jeszcze 9 km do schroniska. I tak, Grzegorz zaopiekował się pierwszą grupą, która dotarła do bacówki przed 4 rano, gdzie już mogła wyschnąć, wypocząć i przespać się. Ja z kolei dołączyłem do drugiej, 10-cio osobowej grupy.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Druga grupa, pożegnawszy pierwszą w Ujsołach, jeszcze chciała zmierzyć się z trasą "IX Nocy Krawculi", toteż po dłuższym odpoczynku, o 2-giej ruszyła zielonym szlakiem, pragnąc zdobyć szczyt Muńcoła, z nadzieją na pełne przejście zaplanowanego szlaku.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Już sam początek dał się nieco we znaki, bo trwająca wycinka na zboczach Muńcoła, skutecznie zniszczyła sporą cześć oznakowania. Na szczęście udało nam się przebrnąć ten fragment szlaku i dalsze podejście nie było już aż tak trudne orientacyjnie. Dochodząc do Szczytkówki, mając w głowie wiele kłębiących się myśli, podzieliłem się nimi z towarzyszami tej niedoli. I stanęło na tym, że po zdobyciu Muńcołoa, kolejna "burza mózgów" dotycząca naszych dalszych poczynań na Przełęczy Kotarz. Nie minęło kilka minut marszu, i po otrzymaniu doniesień o niepokojącym, pełnym już przemoczeniu kilku uczestników, kolejny pomysł w głowie został rzucony pod rozwagę grupy: zdecydowane zejście do Soblówki i dalej w kierunku Krawcowego. Pomysł szybko został zaakceptowany, i natrafiwszy na pierwszą w miarę nadającą się zwózkę, dość stromym zboczem, zeszliśmy do wsi. Sporo umiejętności akrobatycznych kosztowało nas to zejście, zważając na fakt, w jakim sposób beskidzcy drwale "dbają" o góry. Obyło się na szczęście bez niemiłych przygód, i po niecałej godzinie, byliśmy już na drodze asfaltowej w Soblówce. W międzyczasie zaczęło się rozjaśniać (oczywiście nie pogodowo, lecz zaczał wstawać nowy dzień). Nadmienię, że był to planowany czas dotarcia na Muńcuł i podziwianie wschodu słońca. Nam jednak nie było dane tego dnia doświadczyć tegoż spektaklu.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Poważnie przemoczeni i wyziębieni, schroniliśmy się pod przystankiem autobusowym. I normalnie nie mogąc patrzeć na smutek co poniektórych niewiast :), nie zastanawiając się długo, zbadawszy podłoże w przystanku, padł pomysł rozpalenia ogniska. Pewnie ktoś pomyślał, że żartuje, bo gdzież tu po takich opadach ognisko (brak suchego drzewa) i to w dodatku na przystanku. Nam takie rzeczy jednak nie straszne, i po kilku minutach czekała już niemała sterta drzewa gotowa na rozpalenie. Znalazłszy troszkę mniej mokrego, było już czym rozpalić. Troszkę to trwało, ale dzięki pomocy Doroty i Mirka (mistrzom ognia jakich mało!), już po kilkunastu minutach mogliśmy cieszyć się ciepłem ogniska, przy okazji susząc co tylko można :). Nadmienię, że było to pierwsze ognisko na trasie dotychczas prowadzonych "Nocy Krawculi" :).

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

W międzyczasie nawiązaliśmy kontakt z pierwszą grupą, która dochodziła już do bacówki. Informując ich o naszym położeniu, rzuciłem pomysł, by jeden z uczestników, który miał zamiar zejść z Krawcowego Wierchu tuż po krótkim odpoczynku, mógł nas podwieźć z Soblówki na Przełęcz Glinka. I tym samym, dzięki Piotrkowi, po godzinie, nieco na raty, druga grupa dotarła na przełęcz i dalej do bacówki na Krawcowym Wierchu. Tym samym ostatni uczestnicy "IX Nocy Krawculi" dotarli na miejsce zakończenie imprezy o 6.40.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

I tak oto po krótce wyglądała ta edycja "Nocy Krawculi". Wybitnie pogoda nie była naszym sprzymierzeńcem, natomiast, co bardzo cieszy, atmosfera w grupie była znakomita. I pozwolę sobie przytoczyć pewne określenie zasłyszane nt. zastanych warunków atmosferycznych, iż "była to pogoda dla koneserów". A od siebie dodam, że naprawdę wspaniałych koneserów. Dziękuję więc Wam, drodzy uczestnicy "IX Nocy Krawculi" za wspólną wędrówkę, za determinację, pomoc okazaną na szlaku, za dobrą atmosferę. A przede wszystkim za to, ze byliście tam z nami!

ps.
Drodzy Uczestnicy, czekam na Wasze zdjęcia!



Zdjęcia:

3715
WebDesign & Copyright © 2006-2011 by Szymon Rochowiak