znak VI Noc Krawculi



Data:
2006-06-23/24
Dystans:
46 km
Trasa:
Schronisko PTTK na Przysłopie pod Baranią Górą - Barania Góra - Magurka Wiślańska - Węgierska Górka - Żabnica - Prusów - Schronisko PTTK na Hali Boraczej - Redykalny Wierch - Schronisko PTTK na Hali Lipowskiej - Złatna - Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu.
Uczestnicy:
Robert Blumski, Jolanta Bolesta, Dominika Brzyska, Dorota Chmielnicka, Wiesław Chmielnicki, Krzysztof Chmielnicki, Ryszard Derylak, Jarosław Dobkiewicz, Jerzy Drożdż, Barbara Dudek, Arkadiusz Dudek, Dominik Dziasek, Jacek Flis, Jakub Górny, Alicja Habdas, Agnieszka Jankowska, Tomasz Jeziorski, Bartłomiej Kajfosz, Rafał Kasiński, Marek Kobierski, Barbara Kostera, Rafał Krzepina, Radosław Kudła, Daniel Mrózek, Tomasz Nowicki, Bartłomiej Obuchowski, Zbigniew Piotrowski, Ewelina Polak, Grzegorz Pudełko, Barbara Pytko, Szymon Rochowiak, Arkadiusz Rus, Iwona Rus, Grzegorz Szczepaniak, Jacek Szczepański, Urszula Szczotka, Michał Szczygieł, Adrian Tync, Krzysztof Wilczyński, Anna Wilińska, Piotr Zagórski, Bartłomiej Żak.

Relacja:

Już na dwa miesiące przed rozpoczęciem VI Nocy Krawculi tematem numer jeden w rozmowach organizatorów była pogoda. Jak to z nią bywa w naszej strefie klimatycznej - każdy wie - trudno tak do końca ją przewidzieć. Minęły dwa miesiące. Tydzień do rozpoczęcia imprezy. Pogoda na Onecie od tej pory sprawdzana przeze mnie przynajmniej 4 razy dziennie. Serwer ICM już nie nadążał i co drugie wejście nie wyświetlała się strona. Ale warto było. W czwartek przed wyjściem mieliśmy już 100% pewności - będzie dobrze.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

No ale ja tu gadu gadu o pogodzie, a mam pisać o VI Nocy Krawculi. A więc zaczynam. Jest gorący piątek 23 czerwca 2006 roku. Schronisko PTTK na Przysłopie pod Baranią Górą - miejsce zbiórki uczestników Nocy Krawculi. Godzinę startu wyznaczyliśmy na 19, a pół godziny wcześniej mieli zjawić się uczestnicy, by dopełnić wszelkich formalności i posłuchać nieco o naszej imprezie. Z Grzegorzem postanowiliśmy fachowo przedstawić dlaczego zebraliśmy się właśnie tu, dlaczego idziemy tam, gdzie idziemy i po co to robimy. Myślę, że VI edycja Nocy Krawculi aż prosiła się o to, szczególnie, że wraz z nami zjawiło się na starcie sporo nowych uczestników.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Na zegarkach wybiła ustalona godzina wymarszu, a więc w drogę. Kierunek: Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu. Oczywiście nie bezpośrednio, bo cóż by to była za przyjemność gdyby ot, tak pójść sobie najkrótszą i najwygodniejszą trasą. Z Grzegorzem już zadbaliśmy o to, aby trasa VI Nocy Krawculi była ciekawa i dostarczała maksymalnie wiele (pozytywnych rzecz jasna) wrażeń z jej przejścia.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Droga do celu jeszcze była jeszcze daleka, lecz kawałek po kawałku trasy ubywało. Po 45 minutach docieramy na Baranią Górę. Tu oczywiście obowiązkowa wizyta na wieży widokowej, kilka fotek, kanapeczki i wyruszamy czerwonym szlakiem na Magurkę Wiślańską. Szlak ten zresztą będzie nas prowadził aż do Żabnicy.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Wiedząc co nas czeka pod szczytem Baraniej (wiatrołomy), celowo jeszcze przed zachodem słońca chcieliśmy pokonać te trudności. I tak po ich przejściu, gdy czekaliśmy na całą grupę, idealnie wstrzeliliśmy się z miejscem i czasem, by obejrzeć zachód słońca. Gdy już wszystkim udało się bezpiecznie przejść powalone drzewa, kontynuowaliśmy wycieczkę.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Na Magurce Wiślanej zbiorczy odpoczynek i dalej w drogę. Na Magurce Radziechowskiej kanapkowanie cz. 2. Zrobiliśmy tu kilkunastominutowy postój, by już doczekać do zmroku i od razu przejść do sedna Nocy Krawculi - nocnego przemierzania szlaków. Wyposażeni w czołówki i latarki ruszyliśmy dalej.

Ech, co to była za noc... Chyba lepszej pogody nie mogliśmy sobie wymarzyć. Już pomijam fakt, że nie spadła na nas ani jedna kropla deszczu, choć chmury uniemożliwiały dalsze widoki, to temperatura niemal nas rozpieszczała. Wprost idealne warunki do pieszych wędrówek.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Kolejny postój zrobiliśmy sobie jakieś półtorej godzinki później. Miejsce na niego mieliśmy już wcześniej "wyznaczone" (gdy z Grzegorzem "testowaliśmy" trasę), gdyż to właśnie z niego najwięcej można było podziwiać nocne widoki na góry oraz rozświetlone domostwa doliny Soły i Kotliny Żywieckiej.

Kilka minut po północy dotarliśmy do Węgierskiej Górki. Nie daliśmy się tu zwieść szyldom i parasolom piwnym, które jakoś dziwnie przyciągały kilkoro uczestników;). Także bez postoju poszliśmy do Żabnicy.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Tam dzięki uprzejmości mojego przyjaciela Macieja, mieliśmy przygotowany mini bufet. Czekał na nas wrzątek z możliwością zrobienia sobie kawy lub herbaty czy uzupełnienia termosów. Każdy skrzętnie z tego skorzystał, uzupełniliśmy sobie też termosy no i oczywiście było to doskonałe miejsce na odpoczynek. Z tego miejsca jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję Ci Maćku za gościnę, bo dla wielu to było bardzo potrzebne, a już na koniec wędrówki słyszałem dobre słowa o Tobie:).

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Po godzinie znów stanęliśmy na szlaku. Czekało nas podejście pod Prusów. Oj, ale ruszyliśmy z kopyta. Żwawe tempo szybko wyprowadziło nas z żabnickich domostw i pod wierzchołek Prusowa. Jako że sam szczyt jest zalesiony, odpoczynek (rzecz jasna wraz z podziwianiem widoków) zrobiliśmy sobie przed nim. Następnie czekało nas zdobycie Prusowa i zejście w kierunku Hali Boraczej. Gdy dochodziliśmy na szczyt, powoli zaczynało robić się widno, a niebo nabierało odcieni czerwoności. Był to zdecydowany znak rychłego wschodu słońca.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

W schronisku na Hali Boraczej byliśmy o 4.30. Dzięki uprzejmości gospodarza schroniska, który otworzył nam bufet o tak wczesnej porze, mieliśmy okazję skosztować pysznych jagodzianek (ponoć ich wypiek zakończył się o 1 w nocy). Co jak co, ale takich gospodarzy schronisk nam potrzeba - zawsze chętnych i gotowych by służyć turystom - niezależnie od pory dnia. Tak trzymać!

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Halę Boraczą opuściliśmy o wpół do szóstej. Teraz naszym celem była Hala Radykalna. Niestety, bo nie sposób tu nie wspomnieć o nich, od tej pory niemal aż do Hali Lipowskiej, dręczyły nas chmary much! Była to na szczęście jedyna nieprzyjemna rzecz w czasie VI Nocy Krawculi. Dość szybko pokonany odcinek czarnego szlaku wywiódł nas na Halę Radykalną, ale właśnie ze względu na owady specjalnie nie robiliśmy dłuższego odpoczynku i po kilku minutach zdobywaliśmy kolejne metry w kierunku Radykalnego Wierchu i Hali Lipowskiej. W schronisku zameldowaliśmy się o 7.30. Na szczęście obsługa schroniska po kilkunastu minutach czekania, zdecydowała się otworzyć bufet przed czasem.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Przeszło godzinne pogaduszki na ławkach przed schroniskiem i łapanie pierwszych ciepłych promieni słonecznych trzeba było jednak zakończyć i ruszyć w dalszą drogę. Niebieskim szlakiem trawersowaliśmy zbocza Pasma Lipowskiej i zeszliśmy do Złatnej. Choć szlak długi, to trzeba przyznać, że dość urokliwy, a przede wszystkim w sporej swej długości dziki, a przez to czysty. Naprawdę sama przyjemność płynęła z jego przemierzania.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Sklepy w Złatnej dały nam możliwość uzupełnienia płynów wszelkiego rodzaju, szczególnie, że temperatura pomimo rannych godzin, dawała się nam już we znaki. I tak sobie pomyśleliśmy, że fajnie by było się troszkę odświeżyć i potaplać w wodzie. A że w Złatnej płynie kilka potoków, całą grupą obsiedliśmy brzegi potoku Straceniec i tak przez ponad pół godziny po prostu czuliśmy się jak na wczasach. Jakaż to była wspaniała rzecz!

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Niestety wszystko co dobre, kiedyś musi się skończyć, tym bardziej że koniec naszej wędrówki był już bliski. Ruszyliśmy dalej doliną niebieskim szlakiem ku naszemu celowi - bacówce na Krawcowym Wierchu. Nie da się ukryć, że ten ostatni odcinek kosztował nas sporo sił i wiele potu, bo kto choć raz szedł tym szlakiem, ten wie, jak wygląda sławna "ściana" prowadząca do bacówki. Nam udało się dość prężnie ją pokonać i dokładnie o 13.00 weszliśmy na Halę Krawcula. Po dokładnie 18 godzinach wędrówki doszliśmy do Bacówki na Krawcowym Wierchu!

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Radości było bez liku, szczególnie, że niestety z różnych powodów nie wszystkim udało się dojść do końca. Jednak trudy wędrówki czy też bardziej przyziemne sprawy nie pozwoliły 13 osobom przejść całej trasy. Także z 42 osób łącznie uczestniczących VI Nocy Krawculi, do celu doszło 29.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Cieszę się bardzo, że wielu z Was dzieliło się z nami organizatorami swoimi wrażeniami z tej wędrówki, tym bardziej, że były to same dobre słowa. Tym samym daliście nam znak, że kolejną Noc Krawculi można zaliczyć do udanych imprez, bo najważniejszą dla nas rzeczą jest Wasze zadowolenie ze wspólnej wędrówki. Dziękujemy!


Więcej zdjeć:
Zdjęcia Bartłomieja Obuchowskiego
Zdjęcia w Beskidzkim Serwisie Internetowym

2708
Do góry

WebDesign & Copyright © 2006-2011 by Szymon Rochowiak