znak III Noc Krawculi



Data:
2004-07-2/3
Dystans:
43 km
Trasa:
Przełęcz Krowiarki - Babia Góra - Mała Babia Góra - Mędralowa - Przełęcz Głuchaczki - Beskid Krzyżowski - Beskid Korbielowski - Przełęcz Glinne - Hala Miziowa - Trzy Kopce - Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu
Uczestnicy:
Jakub Adamiec, Ewa Bandyk, Mariusz Bąk, Marcin Bugla, Agnieszka Dobija, Majka Dobija, Dominik Dziasek, Jakub Górny, Olga Gretka, Sylwia Jarawka, Arkadiusz Jopert, Agnieszka Kałamała, Grzegorz Kałuża, Bronisław Kąkol, Karolina Kąkol, Radosław Kowal, Grzegorz Kulewicz, Magda Lasota, Olga Mielnikiewicz, Michał Mielnikiewicz, Kuba Mędrek, Helmut Morgenbesser, Jan Nawieśnik, Maria Nawrocka, Martin Polak, Barbara Pytko, Szymon Rochowiak (ogranizator), Stefan Sobiechart, Grzegorz Szczepaniak (ogranizator), Jacek Szczepański, Łukasz Wawro, Jerzy Wrzesiński, Bartek Żak.

Relacja:

I tak oto po prawie roku od ostatniej edycji Nocy Krawculi nastał ten dzień - piątek, 2 lipca 2004 roku. Wtedy to właśnie swój początek miała III Noc Krawculi na trasie z Przełęczy Krowiarki przez Babią Górę, Halę Miziową na Krawców Wierch.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Piątkowe popołudnie nie zapowiadało na wieczór najlepszej pogody, ale i tak większość zgłoszonych uczestników dotarła na początek wymarszu, czyli na Przełęcz Krowiarki. Pierwsi uczestnicy czekali już od kilku godzin na przełęczy, ale z czasem przybywało nas coraz więcej, ku widocznemu zdziwieniu nielicznych turystów schodzących z Babiej Góry. O godzinie 16-tej organizatorzy "otworzyli biuro" i po dopełnieniu wszystkich formalności (weryfikacja listy uczestników, rozdanie pamiątkowych plakietek, karnetów noclegowych) przed 17-tą rozpoczęliśmy naszą nocną przygodę z górami - III Noc Krawculi.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Pierwsze kilkaset metrów podejścia pod Sokolicę wylało z nas ostatnie poty, ale za to później już szło się zdecydowanie lepiej. Jak to się mówi: najtrudniejsze są początki. O 17.40 byliśmy na Sokolicy, gdzie "otworzyło" nam się niebo i niemal zostaliśmy porażeni światłem słońca. Chmury się rozstąpiły i już do samej Babiej Góry wokół nas roztaczały się ładne widoki. Po krótkim złapaniu drugiego oddechu ruszyliśmy dalej. Po wyjściu na bardziej otwartą przestrzeń wiatr coraz bardziej dawał znać o sobie, nie mniej dalej pełni zapału kontynuowaliśmy podchodzenie pod najwyższą górę na trasie III Nocy Krawculi - Babią Górę. Kilka minut po 19-tej staliśmy już na jej wierzchołku. Niestety już przed nim cały szczyt ogarnęły chmury, zaczęło troszkę kropić i tym samym szanse na jakiekolwiek widoki spadły do 0. W ruch za to poszły kanapki i herbatka z termosów. I wydawać by się mogło, że nic nie przeszkodzi nam w tej niemal sielankowej uczcie, gdy porywczy wiatr przywiał... rozpogodzenie! No, może to na początek za dużo powiedziane, ale po kolei. Zaczęło się od krótkich przebłysków słońca poprzez wieczorne, ciemne, bo deszczowe chmury, które oświetlały mgły w dolinkach, pozostałe po świeżych opadach. Silny wiatr co chwila zmieniał scenariusz panoram aż do chwili, gdy szczyt Babiej Góry ponownie został pozbawiony chmur i roztoczył się z niego rozległy widok na prawie całą resztę naszej wycieczki. Przed nami jednak czekała właśnie ów "reszta" i czas było schodzić.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Na Przełęczy Brona zrobiliśmy "zbiorczy" odpoczynek i zaczęliśmy podejście pod Małą Babią Górę. Na jej wierzchołek weszliśmy po godzinie od opuszczenia szczytu Babiej Góry. Może i szybko, ale za to na czekał na nas wspaniały spektakl, jaki przygotowało nam zachodzące słońce. Był to niemal raj dla fotografów, którzy skrzętnie wykorzystali sytuacje i uwiecznili całe "zajście" na kliszy i kartach pamięci. Choć tak sobie myślę, że i tak żadne zdjęcie nie odda tych chwil tam spędzonych, tych wpatrzonych twarzy, oświetlonych czerwonym blaskiem zachodzącego słońca, spoglądających na wijące się w dolinach mgły i całość, jaką tworzą ci specyficzni "aktorzy".

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Naładowani minionym przedstawieniem, o 21-wszej zaczęliśmy schodzić w kierunku Przełęczy Jałowieckiej. Był to chyba najtrudniejszy technicznie odcinek, gdyż schodziliśmy ponad 500 m w dół po dość niestabilnym podłożu (kilka godzin przed nami przeszła tędy ulewa, której resztki spotkały się z nami na Babiej Górze) i o podjechanie nie było trudno. Kilku osobom się to zdarzyło nie mniej całe zejście przebiegło w miłej atmosferze. Przy okazji zejścia nadszedł przez wszystkich długo wyczekiwany czas założenia czołówek. Tak Drodzy Państwo, Noc Krawculi wkroczyła w swój najważniejszy etap - nocną wędrówkę.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Po przejściu przez Przełęcz Jałowiecką, gdzie zrobiliśmy krótki odpoczynek, zaczęliśmy podchodzenie pod Mędralową. Na jej szczycie zameldowaliśmy się kilka minut przed 23. Siedząc sobie na hali spoglądaliśmy na rozświetlone miasta: Żywiec i Suchą Beskidzką oraz wiele migotających małych wiosek. Niebo nad nami było rozgwieżdżone a księżyc powoli zaczynał wschodzić, lecz jeszcze nie odebrał nam miejskich uroków świata.

Miło się siedziało, ale my musieliśmy iść dalej. Kolejny nasz cel do Przełęcz Głuchaczki i baza namiotowa SKPB Katowice. I można by od razu napisać, że zjawiliśmy się tam 20 minut po północy, bo tak było, ale wielkim grzechem byłoby nie opisanie szlaku z Górnych Głuchaczek do bazy. Miesiąc temu szliśmy z Grzegorzem tą trasę i dość mocno przeraziła nas jakość szlaku, a raczej jego brak. No w sumie to był, ale totalnie rozjeżdżony przez leśników. Błoto, błoto i jeszcze raz błoto. I jak w dzień jeszcze jakoś można nad tym zapanować i ustalić jakieś rozsądne przejście, tak w nocy, i to dopiero co po świeżym opadzie deszczu, było to niemal niemożliwe. Każdemu z nas dał się we znaki ten odcinek czerwonego szlaku. Ile razy i jak głęboko wpadliśmy w jakieś grzęzawisko błotne wie już tylko każdy z nas. Jedno jest pewne, że ten odcinek szlaku będziemy długo pamiętać.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Jak napisałem wyżej w bazie namiotowej zjawiliśmy się po północy. Tam czekali na nas jej gospodarze-bazowi: Ilona, Ola i Michał. Niezwykle ciepło nas przyjęli, serwując ciepłą herbatkę i wrzątek. Z tego miejsca bardzo im dziękuję, za to że czekali na nas tak długo i na pewno miło będziemy ich wspominać. A Ciebie, Drogi Czytający, zachęcam do skorzystania w czasie wędrówki z bazy namiotowej SKPB Katowice - warto tam zajrzeć w czasie sezonu turystycznego.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Po dość długim odpoczynku, bo trwającym prawie półtorej godziny, ruszyliśmy w dalszą trasę. Czekało nas teraz kilka dość poważnych podejść, a pierwsze zaraz na początku. Tu jednak zwolniliśmy tempo i powolutku pod naszymi stopami padły kolejno: Jaworzyna, Beskid Krzyżowski i Beskid Korbielowski. W między czasie na wschodzie powoli zaczęło się rozjaśniać, a niebo przybierało całą gamę czerwonych tonacji barwy. No tak, w końcu szliśmy w czasie jednej z najkrótszych nocy. I pomyśleć, że jeszcze kilka godzin temu żegnaliśmy zachodzące słońce, a te już wyrywało się by ponownie zagościć na niebie.

Przełęcz Glinne przywitaliśmy o 5 rano. Hmm, i nawet jacyś zmotoryzowani znaleźli się o tej porze na parkingu. No cóż, ładnie wyglądaliśmy w tych ubłoconych spodniach, mokrych butach i po nie przespanej nocy.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

W tym miejscu skończyło swą przygodę z III Nocą Krawculi 8 jej uczestników. Niestety trudy wędrówki wzięły górę nad chęcią dalszego jej przejścia. 40 minutowy odpoczynek szybko zleciał i w już nieco okrojonym składzie ruszyliśmy w kierunki Hali Miziowej. Podejście dało nam trochę w kość, ale na trawersie stoków Pilska już lepiej się nam szło. W schronisku na Hali Miziowej byliśmy o 7.45. Tu spotkał nas jedyny niemiły akcent naszej wędrówki, bo stare schronisko już było nieczynne i "zmuszeni" byliśmy iść do nowego. Dobrze że chociaż było otwarte.

Wrażenia jakie pozostawiło po nas są chyba raczej dobre, ale jednak nie czuć w nim za grosz jakiegokolwiek klimatu górskiego schroniska. Na naszą prośbę otworzono górną restaurację, ale specjalnie nie daliśmy im powodu do zarobku. Na dole za to wykorzystaliśmy czajnik bezprzewodowy na kawki i herbatki.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

O 8.30 opuszczaliśmy Halę Miziową i ruszyliśmy w stronę Trzech Kopców. Na miejscu byliśmy o 10-tej. Tu już chyba po każdym z nas było widać trudy wędrówki, ale myśl, że przed nami już ostatni, ośmiokilometrowy odcinek dodawała nam sił. Teraz to w sumie byliśmy już bardziej "normalnymi" turystami, bo szliśmy w dzień. Minęło nas kilka osób, spoglądało trochę dziwnym okiem, ale i tak pewnie by nam nie uwierzyli, że szliśmy całą noc i to aż z Przełęczy Krowiarki.

25 minutowy odpoczynek szybko minął. Opuściliśmy dotychczasowy czerwony szlak i żółtym kontynuowaliśmy marsz w kierunku bacówki na Krawcowym Wierchu. Słońce, na szczęście nie aż tak mocne ze względu na wczesną porę, dawało o sobie znać grzejąc nas. Dopiero podchodząc od Grubą Buczynę w pełni poczuliśmy jego siłę. My jednak już prawie że z rozpędu zdobyliśmy jej szczyt. Krótki odpoczynek, nabranie sił i za 15 minut czekał nas koniec wędrówki.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Dokładnie o 13-tej weszliśmy na Halę Krawcula. Przed nami roztaczała się wspaniała i rozległa panorama, jaka tylko tutaj może się zdarzyć. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie z ów widokiem i mogliśmy sobie pogratulować. Przeszliśmy 43 km, 20 h marszu i jesteśmy bogatsi o mnóstwo wrażeń jakie pozostawiła w każdym z nas III Noc Krawculi.

I może takie podsumowanie.

Cieszę się przeogromnie, że kolejna edycja Nocy Krawculi mogła się odbyć. Tym bardziej, że spotkała się z tak sporym zainteresowaniem pośród turystów. Po raz kolejny pogoda nas nie zawiodła i w pełni obdarzyła nas masą atrakcji, szczególnie tych wizualnych. Trasa wydawać by się mogło, że długa, ale rozsądnie rozkładając siły i tempo marszu możliwa do przejścia. A uczestnicy? Złego słowa nie można powiedzieć. Naprawdę udało nam się ponownie stworzyć zwartą grupę, pełną uśmiechu na twarzach i entuzjazmu do wędrówki. Dziękuję Wam bardzo, przede wszystkim za to, że byliście tam z nami, bo bez Was nie było by Nocy Krawculi. Teraz wiem, że warto dalej ją organizować i na pewno w przyszłym roku ponownie będziemy mieli okazję przemierzać beskidzkie szlaki nocą.


Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Autor: Grzegorz Szczepaniak


Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Autor: Grzegorz Kałuża

1
Do góry
WebDesign & Copyright © 2006-2011 by Szymon Rochowiak