znak X Noc Krawculi



Data:
2010-06-25/26
Dystans:
35 km
Trasa:
Żywiec (rynek) - Trzebinia - Tokarka - Przełęcz u Poloka - Sopotnia Mała - Kotarnica - Romanka - Rysianka - Trzy Kopce - Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu
Uczestnicy:
Balcarek Magdalena, Barański Wojciech, Bieta Marcin, Chmielniak Urszula, Czernecki Adrian, Draus Krzysztof, Dziasek Dominik, Fojcik Bożena Maria, Golanowska Katarzyna, Haase Krzysztof, Jura Dorota, Jurkowski Łukasz, Kałamała Wojciech, Kapała Grzegorz, Kaźmierczak Anna, Kochman Krzysztof, Koczwara Mirosław, Koniorczyk Marek, Kościelniak Artur, Krykwińska Joanna, Kubik Dariusz, Langner Marcin, Leboch Iwona, Liszka Piotr, Luboński Damian, Misiek Sebastian, Mrózek Daniel, Nowak Kamil, Obuchowski Bartłomiej, Pawełczyk Alicja, Piekarska Monika, Pituch Artur, Rochowiak Szymon, Ryszka Piotr, Sobiechart Stefan, Suchecki Grzegorz, Szczepaniak Grzegorz, Szobak Marcin, Uber Miroslaw, Waniowska Beata, Welber Michał, Wojciechowski Krzysztof, Zieliński Tomasz, Zieliński Andrzej, Żak Bartek.

Relacja:

Minął kolejny rok od poprzedniej edycji Nocy Krawculi. Oczekiwania po minionej, nieco niespełnionej ze względu na zastane warunki pogodowe, były spore. Dość późno rozpoczęte zapisy, nieco z biegu prowadzone przygotowania, i niemalże 100% frekwencja u potwierdzonych uczestników, pozwalała mieć nadzieję, że uda się oszukać niekorzystne prognozy pogody.

Nie będę pisał tutaj o tym, że śledzenie prognoz pogody było moim głównym zajęciem w całym poprzedzającym Noc Krawculi tygodniu, bo to także robił zapewne każdy z przybyłych w piątkowy wieczór na żywiecki rynek uczestnik.

W siedem lat po powstaniu idei nocnych wędrówek, przyszedł czas na "jubileuszową" edycję Nocy Krawculi. By dużo się nie trudzić z pomysłem na trasę - pomyślałby kto, organizatorzy postanowili powrócić do korzeni, i podobnie jak pierwsza, tak i dziesiąta wędrówka nocnym szlakiem początek swój miała na żywieckim rynku.

25 czerwca chmury sowicie zasnuły góry. W powietrzu dało się odczuć drzemiącą w nich wodę, a gdyby tylko tknąć w nie szpilką, dostarczyłyby z pewnością wiele hektolitrów wody do pobliskich rzek. Mnie osobiście nieco mina zrzedła na ten widok, i szczerze powiedziawszy, bałem się o frekwencję na nocnej wędrówce. Jak wielkim było dla mnie zaskoczeniem, gdy na miejscu zbiórki zebrała się większość zapisanych uczestników! Doprawdy nie spodziewałem się tak wzorowej obecności, ale przecież mogłem to przewidzieć - wszak zjawił się kwiat osób pałających chęcią do nocnej wędrówki, po części osoby dobrze mi znane, na które zawsze można polegać, a po części nowicjusze, którzy doskonale wkomponowali się w klimat tej imprezy.

Zbiórka wyznaczona na 20.30 - punktualność pierwszorzędna! Wraz z Grzegorzem pokrótce omówiliśmy trasę oraz regulamin Nocy Krawculi, przekazując także nieco wody Żywiec-Zdrój dla każdego, po czym przeszliśmy, z racji obchodzonego jubileuszu, do małej niespodzianki. Postanowiliśmy najwytrwalszym do tej pory uczestnikom wręczyć dyplomy oraz książki.

Godzina wyjścia wybiła nieubłaganie, chmury jakby nieco zbielały, dodając nam otuchy, że jeszcze pozwolą nam suchym krokiem opuścić Żywiec. O godzinie 21 wyruszyliśmy przez park w kierunku Trzebini. Tempo całkiem przyjemne, wiele rozmów przyjacielskich toczyło się podczas mijania kolejnych domostw, by czym prędzej dostać się na górski szlak. Tuż przed wejściem w las, na przystanku w Trzebini, krótki odpoczynek, rozłożenie kijków, drobne poprawy i zmiany ubioru i w górę! Niebieskie znaki dość szybko wyprowadziły nas na Tokarkę. Niestety, pomimo optymistycznych nastrojów, z wierzchołka widoków na rozświetlony Żywiec brakło - chmury jednak nie odpuściły do końca, i nieco melancholijnie, nieco rzewnie, twardo trzymały się swego, delikatnie zwilżając nam ubrania. I niby nie był to deszcz, ale wilgotne powietrze nie dało nam zbytniego poczucia suchości.

Wydawać by się mogło, że początek trasy, że niewielka wysokość, ale właśnie wcześniej wspomniane chmury, czy też zamglenie i mrok, spowodowały drobne zboczenie ze szlaku. Na szczęście szybko się zorientowaliśmy, i już po chwili, przy pomocy nawigacji i kompasu, byliśmy na szlaku i dalej już bez żadnych przeszkód wędrowaliśmy ku Jastrzębicy i Przełęczy u Poloka.

Na przełęczy pierwszy dłuższy postój. Ciepła herbata, kanapki i inne przysmaki poszły w ruch. Tylko coś miejscowe chłopaki swoim rajdowym autkiem nam przeszkadzały, ale jak ktoś nie śpi po nocy, to widać, że go nosi. Jedni wykorzystują to na wędrówkę po górach, inni na zaczepki… Na szczęście do żadnych nieprzyjemności nie doszło i o 1 w nocy ruszyliśmy na dół do Sopotni Małej, by dalej niebieskim szlakiem kontynuować marsz.

Przed nami był najtrudniejszy odcinek z całonocnej wędrówki, ponieważ senność dawała już o sobie znać, a czekało nas najdłuższe i dość strome podejście. Takie szlaki dzielą zawsze turystów na dwie grupy: zwolenników i przeciwników ostrych podejść, toteż stawka co jakiś czas mocno się rozciągała. Tak mocno, że pod Kotarnicą tył wyprzedził przód! Spowodowane to było mocnym zamgleniem oraz podziałem szlaku na dwie drogi. Ale długo to nie trwało, i po kilkunastu minutach znów razem zmierzaliśmy na najwyższy szczyt tegorocznej Nocy Krawculi, jakim była Romanka. Na jej wierzchołku staraliśmy się (pełni zgubnej nadziei) dostrzec wschodzące słońce. Oczywiście nic z tego nie wyszło, a wręcz pogoda jakby się pogorszyła, bo nocna mżawka przerodziła się w drobny deszczyk. Nie chcąc więc bezczynnie czekać na wierzchołku i moknąć, ruszyliśmy w kierunku Rysianki, gdzie czekało na nas ciepłe schronisko.

A w schronisku, jak to w schronisku - niemalże sielanka :). Prawie 2/3 trasy już nami, zmęczeni po ponad dwudziestu kilometrach, więc ciepła herbatka, zupka i inne smakołyki serwowane w bufecie smakowały wyśmienicie.

Jako, że wschodu jako takiego nie dało się uświadczyć, to jedynie rozjaśnienie mgieł zasugerowało nam, że nastał dzień. Zbytnio nie rozleniwiając się w gościnnych progach schroniska, po półtorej godziny ponownie ruszyliśmy na szlak.

Za czerwonymi znakami przeszliśmy fragment Głównego Szlaku Beskidzkiego do Trzech Kopców. Pogoda jakby chciała się nieco poprawić, lecz jedyną tego oznaką było przerwanie opadu mżawki. Nas i tak dobry nastrój nie opuszczał, wszak już najtrudniejsza część wycieczki była za nami, a krok za krokiem zbliżaliśmy się do celu.

Z Trzech Kopców skręciliśmy na żółty, graniczny szlak, który już do końca wędrówki wiódł nas do bacówki na Krawcowym Wierchu. Po drodze wciąż liczyliśmy na poprawę pogody, być może nawet jakieś widoki na pobliskie góry na Słowacji czy choćby rodzime Pilsko. Niestety - nadzieje się nie spełniły. Ten fragment szlaku, do Borów Orawskich upłynął nam bardzo szybko i przyjemnie, gdyż wzajemne rozmowy i zabawy niebywale umilały wędrowanie. A od przełęczy, po pokonaniu mokradeł, entuzjazm wcale nie opadał. Widać, jak wbrew niepogodzie, zgrana i sympatyczna grupa, sama siebie potrafi wprowadzić w dobry nastrój! I to bez wątpienia zasługa wszystkich uczestników :).

Dość szybko zdobyliśmy Grubą Buczynę, gdzie zbiorczy postój pozwolił na zebranie sił, odpoczynek i rozmyślanie nad ciepłym posiłkiem w bacówce. Nocny opad niebywale urozmaicił niektóre fragmenty szlaku, począwszy już od zejścia z Grubej Buczyny, gdzie błoto i ogólna śliskość terenu, niejednemu z nas dała się we znaki.

Tuż przed wejściem na Halę Krawcula, "skupiliśmy" grupę, by razem wkroczyć z pełną "dostojnością" należną najwytrwalszym tej nocy turystom, którzy pomimo niekorzystnych warunków pogodowych i zmęczenia, dumnie doszli do celu :).

I tak ukończyliśmy wędrówkę po 14 godzinach. Przed południem weszliśmy w gościnne progi bacówki na Krawcowym Wierchu, pełni radości i z nieskrywaną dumą, że udało się dojść. Przejść całą trasę, pokonać własne słabości, i stworzyć ponownie grupę ludzi, którzy pomimo różnych charakterów, potrafili wspólnie osiągnąć cel.

Statystycznie rzecz ujmując, X Noc Krawculi to 45 uczestników, 14 godzin wędrowania oraz 35 km przebytego szlaku. Ponadto dziesiątki litrów wypitych płynów, kilka kilogramów batoników oraz parę gigabajtów zdjęć ;)

125

WebDesign & Copyright © 2006-2011 by Szymon Rochowiak